Przez moje ręce przechodzi całkiem sporo słuchawek. W chwili gdy piszę te słowa mam ich jedenaście(!) par. W większości są to modele znane, o których brzmieniu zostało już dużo napisane, natomiast czasami brakuje usystematyzowanych informacji odnośnie konstrukcji, użytych materiałów oraz zdjęć dobrze pokazujących dany sprzęt. I właśnie takowy brak postaram się uzupełnić serią niby-recenzji, którą rozpoczyna ten właśnie wpis.
Wokółuszne, składane, otwarte.
Cenione za: Wysoka jakość dźwięku w swojej cenie, sposób kreowania przestrzeni. O brzmieniu przeczytać można na łamach Techfanatyk.net: Recenzja słuchawek KOSS UR40
Ogólna jakość wykonania: Wielu użytkowników twierdzi, że nie jest zbyt wysoka. Jak jest w rzeczywistości? Cóż, szczerze mówiąc – nie najlepiej.
Wtyczka, przewód: Mały jack niemiło mi przypomina wtyczkę stosowaną w modelu Porta Pro. Dlaczego niemiło? Ano dlatego, że znajomej nałogowo używającej wraz z odtwarzaczem przenośnym kolejnych KPP najczęściej pada właśnie wtyczka. Niemniej jednak w przypadku używania w domu, pod sprzętem stacjonarnym, nie powinno się jej nic strasznego stać. Cieniutki, jak na słuchawki nauszne, kabelek (długość: 1,2m) również nie należy do tworów najsolidniejszych, nie słyszałem jednak o jakichś problemach z nim. Należy raczej uważać, aby go nie wyrwać z muszli (to nie żart, zdarzało się tak ludziom).
Pady i muszle: Z zewnątrz – plastik o bliżej nieokreślonej wytrzymałości mechanicznej. Osobiście nie mam do niego zbyt wielkiego zaufania, wydaje mi się sztywny i twardy, a co za tym idzie – kruchy, chociaż równie dobrze może być całkiem przyzwoity. Pokryty jest on bardzo(!) łatwo ścierającą się srebrną farbą. Zdecydowanie na plus są metalowe grille, które ani myślą się ścierać. Z głową z kolei stykają się pady wykonane z czegoś, co zapewne miało przypominać niezwykle delikatną skórkę. Niestety wyszło jak wyszło, jedyne skojarzenia jakie mam to… cerata. I to bardzo cienka, poddająca się przy najlżejszym kontakcie z czymś ostrzejszym. Przetwornik z kolei osłonięty jest czymś, co przypomina wyjątkowo gęstą i solidną agrowłókninę (ach, to bogactwo moich porównań). Pady ogólnie są dość płytkie, wiele użytkowników narażonych będzie na kontakt małżowiny z wnętrzem muszli. W przypadku osób których skóra nie lubi „wybitnie sztucznych” materiałów może być różnie z komfortem użytkowania. Takich ludzi na szczęście, sądząc po komentarzach w internecie, jest mało.
Pałąk: To już zupełnie inny materiał. Czarny, sprężysty plastik. Jedyne co wykazuje tendencję do ścierania się to napisy „titanium” i oznaczenia kanałów stereo. Sam pałąk łamie się w połowie swojej długości i przy uchwytach muszli. Tym co mnie naprawdę zastanawia jest wytrzymałość zawiasów umożliwiających takie składanie, nie mam jednak zamiaru tego sprawdzać. Słuchawki na głowie opierają się na siateczce uplecionej w interesujący wzorek. Rozwiązanie takie okazuje się bardzo wygodne – siatka dostosowuje się kształtem do głowy, a powierzchnia na której leżą słuchawki jest naprawdę spora, co, w połączeniu z ich małą masą, powoduje że można o nich zapomnieć.
Komfort: Wysoki. Słuchawki są bardzo lekkie, nie uciskają, stykają się z głową na dużej powierzchni, przeciętne ucho spokojnie mieści się wewnątrz padów.
Podsumowując: Jakość wykonania jest jaka jest, niemniej jednak przy ostrożnym obchodzeniu się z nimi słuchawki mogą służyć przez wiele lat. Zwłaszcza że są lekkie jak na swoje gabaryty, więc energia wyzwolona przy upadku raczej nie doprowadzi do uszkodzeń.
Chciałem dopytać się o gwarancję. Wiem, że za opłatą naprawiają/wymieniają słuchawki niezależnie od uszkodzeń, w związku z tym, czy mógłbym wymienić sobie kabel na grubszy, a w razie niepowodzenia po prostu odesłać na gwarancję i dostać nowe?
„W ramach dożywotniej gwarancji nikt nie będzie pytał Cię, dlaczego…, opisujesz tylko usterki Twoich słuchawek”
A więc całkiem możliwe, że wymienią bądź naprawią. Nie zapominaj tylko o opłacie manipulacyjnej.
Więcej tutaj.